social/twitter_normal.png social/youtube_normal.png

Rodzinne czytanie Biblii

„Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” – to słowa św. Hieronima, jednego z najwybitniejszych w dziejach świata tłumaczy Biblii.

Papież Benedykt mówił:” Słowo Boże przenika wszystkie czasy, zmieniają się różne idee. To, co dzisiaj jest najnowocześniejsze, jutro będzie przestarzałe. Tymczasem Słowo Boże pozostaje na zawsze. Ono się nie starzeje. W nim jest życie wieczne.

Biblia to list Boga, naszego Stwórcy i Pana, kierowany osobiście do każdego z nas. Mamy więc przywilej i obowiązek, jako chrześcijanie, żeby czytać ten list i odpowiadać w swoim sercu na Boże Słowo. Bo tylko w ten sposób zbudujemy trwałą osobistą relację z Bogiem, który jest miłością. 

Ten list trzeba czytać i nie wolno go ignorować , dlatego zapraszamy do dzielenia się z nami refleksją z rodzinnej lektury niedzielnej Ewangelii. Ufamy, że te krótkie rozważania pomogą nam poznawać Chrystusa i jeszcze bardziej umiłować Słowo Boże.
 

18.04.2021 - III NIEDZIELA WIELKANOCNA

(Łk 24, 35-48)
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysł, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego”.

Komentarz do Ewangelii:

 



11.04.2021 - NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

(J 20,19-31)
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: "Pokój wam!" A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: "Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane". Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: "Widzieliśmy Pana!" Ale on rzekł do nich: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę". A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: "Pokój wam!" Następnie rzekł do Tomasza: "Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym". Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: "Pan mój i Bóg mój!" Powiedział mu Jezus: "Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.

Komentarz do Ewangelii:

Dzisiejszy fragment Ewangelii należy do rozdziału 20 kończącego zasadniczo (prócz Dodatku – rozdz. 21) wszystkie Ewangelie. W jego zakończeniu czytamy: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.”

Czy myślałem kiedyś o tym, że Ewangelie napisano stricte dla mnie? Bym uwierzył, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym? I żebym wierząc miał życie w imię Jego. Czy kiedykolwiek myślałem o Ewangelii w tej kategorii, że jest z osobistą dedykacją Boga dla mnie?

Pomyślę: Jak dobry i miłosierny jest Bóg, który Syna Swojego dał, abym miał życie w Jego imię, życie w imieniu JEZUS. Czy ja wierzę w to naprawdę? Jeśli sądzę, że jestem choć trochę lepszy od Św. Tomasza, to już jestem w błędzie. Podążę za słowami Ewangelii, która ukazuje trzy sytuacje w tym samym miejscu, choć w odrębnym czasie i spróbuję odkryć w sobie, jak wiele mam z niewiernego Tomasza. Może też spojrzę oczyma miłosiernego Jezusa, czyniącego wobec mnie znaki, które zapisano i „wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze”.
 
„Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.”

Jezus zna zalęknione i osierocone serca swych uczniów i już w dniu swojego zmartwychwstania przychodzi do nich przynosząc pokój, aby nie poddawali się zwątpieniu. W wielkim miłosierdziu swoim pochyla się nad ograniczonością ludzkiego poznania i by nie pozostawić żadnych wątpliwości pokazuje ślady ran. Przybycie Jezusa wywołuje w obecnych falę radości, ale On nie chce, by zatrzymywali się tylko na zmysłowym i rozumowym doświadczeniu Jego obecności. Ma też dla uczniów konkretne zadanie: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Apostołowie przez Ducha Świętego otrzymują to, czego Jezus już sam, w ciele, nie będzie dokonywał. To dar pośrednictwa odpuszczania grzechów. «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane». Jezus wie, że miłosierdzie Boga objawia się w miłości bezgranicznej, której jednym z przejawów jest przebaczenie grzechów.  Ta wielka tajemnica Bożego miłosierdzia ukryta w Sakramencie Pokuty jest złożona w proste serca i dłonie uczniów (dzisiejszych kapłanów). Jak ogromnym zaufaniem obdarzył ich Pan Jezus…
„Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus.”

Mój Jezus przyszedł, kiedy mnie z nimi nie było. Co czuję? Rozczarowanie, złość, rozgoryczenie, wyrzuty sumienia, wątpliwości: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę». Dlaczego to powiedziałem? Tak do końca, to nie wiem.  A jednak bardzo chcę zobaczyć Jezusa, tęsknię za Nim. Ja też Go bardzo potrzebuję, w głębi serca chcę uwierzyć. Może trochę się miotam i biję z myślami, ale przecież tak naprawdę, to On jest dla mnie wszystkim i nie umiem bez niego żyć!
 
„A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte,…”

Ileż cierpliwości, miłości i miłosierdzia ma dla mnie Jezus, któremu zależy bym już nie pozostawał w ciemnościach powątpiewania i niewiary, bym miał w sercu pokój.  Osobiście zwraca się do mnie: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».
Jaka jest moja wiara? Przecież w głębi, na dnie serca jest we mnie tyle miłości, że wystarczy kilka słów Jezusa, a nawet tylko Jego spojrzenie, bym wszystko zrozumiał, bym ukochał, odwzajemnił Jego niepojętą miłość. Nie muszę dotykać palcem, ani wkładać reki do Jego boku… Wystarczy mi Jego obecność, bym wyznał: «Pan mój i Bóg mój!». Jeśli tego nie wiem, to znaczy, że siebie nie znam…. Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. (Flp 4,13 ).

A Jezus w swoim miłosierdziu widząc moją rosnącą wiarę wskazuje mi drogę do doskonałości: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? ». Dopóki będę się opierał na tym, co zdołam pojąć rozumem lub czego doświadczę zmysłami, wciąż będę narażony na wątpliwości, wciąż będę niedowiarkiem. Muszę postąpić krok dalej a właściwe wyżej… Jeśli w mojej relacji z Bogiem ukocham Go ponad wszystko i uwierzę Mu pomimo wszystko, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, to dostąpię już tu, na ziemi szczęścia i życia wiecznego w Nim, w imię Jego. Dołączę do grona tych, o których Jezus powiedział: «Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli». To wbrew pozorom nie jest takie trudne, wskazówki znajdę w Ewangelii…
 

04.04.2021 - NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

(J 20,1-9)
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.


Komentarz do Ewangelii:
 


28.03.2021 - NIEDZIELA PALMOWA

(Mk 11,1-10)​
Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, Jezus posłał dwóch spośród swoich uczniów i rzekł im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie oślę uwiązane, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj. A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem”. Poszli i znaleźli oślę przywiązane do drzwi z zewnątrz, na ulicy. Odwiązali je, a niektórzy ze stojących tam pytali ich: „Co to ma znaczyć, że odwiązujecie oślę?” Oni zaś odpowiedzieli im tak, jak Jezus polecił. I pozwolili im. Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki zielone ścięte na polach. A ci, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: „Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach.”.

Komentarz do Ewangelii:

 


21.03.2021 - V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

(J 12,20-33)
Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. Wtem rozległ się głos z nieba: „I uwielbiłem, i znowu uwielbię”. Tłum stojący usłyszał to i mówił: „Zagrzmiało!” Inni mówili: „Anioł przemówił do Niego”. Na to rzekł Jezus: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

Komentarz do Ewangelii:

W dzisiejszej Ewangelii mamy ukazany obraz Jezusa, przebywającego w Jerozolimie na kilka dni przed Świętem Paschy. Towarzyszy mu tłum ludzi i zapewne apostołowie oraz uczniowie. Pojawiają się też Grecy, którzy ubiegają się o widzenie z Jezusem.

Przyjrzyjmy się bliżej tym postaciom.
Jezus odczuwający lęk w obliczu zbliżającego się dnia śmierci przemawia do Andrzeja i Filipa pośród tłumu. (Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny.) Jest świadomy swego posłannictwa, godziny męki (Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy) i godzi się z wolą Ojca mówiąc: Ojcze, wsław imię Twoje!”

Tłum ludzi - może rozentuzjazmowany jeszcze niedawno obserwowanymi cudami Jezusa. Może pełen podziwu tylko przez wzgląd na to, co o Nim opowiadano.
A może wciąż niedowierzający, nienasycony i oczekujący kolejnych znaków. Może w końcu słuchający słów Jezusa, ale bez zrozumienia i refleksji.

Apostołowie – zwyczajni, słabi ludzie, ale wybrani i posłani przez Jezusa. Zawsze blisko swojego Mistrza. Wierni towarzysze, świadkowie Jego słów i czynów,
a zarazem pośrednicy między Nim a innymi ludźmi.

Grecy – niewierzący w Jedynego Boga, a jednocześnie osoby szukające kontaktu z Jezusem. Nie wiemy, czym się kierowali. Czy była to ciekawość - chcieli tylko ujrzeć Go z bliska i posłuchać. A może zimna kalkulacja przejawiająca się w zamiarze pokazania się w towarzystwie znanego Człowieka, którego sława sięgała daleko. Możliwe też, że zamierzali bliżej poznać Jezusa, bo faktycznie szukali prawdy…

Czy zastanawiałem się kiedyś nad tym, którą grupę reprezentuję?
Każda z grup to przedstawiciele innej relacji z Jezusem, który daje odpowiedź:„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.”

Jeśli nigdy nie myślałem o sobie w takim kontekście, spróbuję przenieść sytuację opisaną przez ewangelistę Jana do naszych realiów. Jest czas Wielkiego Postu, zbliża się Święto Paschy, Święta Wielkiej Nocy. Jezus stale przebywa w Świątyni w Tabernakulum. Codziennie mogę przyjść do Niego nawiedzając kościół lub z mniejszym czy większym zaangażowaniem uczestniczyć w Mszy świętej tak, jak tłum z Ewangelii. Mogę słuchać Jego słów z Biblii, doświadczać cudu spotkania w Eucharystii, modlić się za innych ludzi, prowadzić ich do Chrystusa i wypełniać moje zwykłe powołanie tak, jak Apostołowie. Mogę też, jak Grecy być oziębłym i wyrachowanym albo odczuwać chęć poznania prawdy, poznania Jezusa i szukać osób, które mi Go wskażą, pomogą zrozumieć, przybliżą, na przykład przez osobę duchowną, a zwłaszcza w Sakramencie Pokuty. Jezus jest zatem bardzo blisko, w dodatku przekonuje mnie, że choć odczuwa lęk przed męką, to na to przyszedł na świat, aby w godzinie śmierci na powrót urodzić mnie, odrodzić do nowego życia. Wszystko jednak zależy ode mnie. Jezus przedstawia mi plan działania, który jest realizacją woli Jego Ojca, a który sam dla mnie wykonuje.

Wyobrażę sobie: Jezus za niedługo umrze na krzyżu, bo mnie tak kocha, że życie za mnie oddaje. Tym samym uwolni mnie od grzechu, zbawi mnie i wszystkich ludzi. Jego śmierć w ciele ludzkim daje mnie i każdemu człowiekowi nowe życie, życie wieczne. Jest jak ziarno pszenicy, które obumierając przynosi plon obfity. Jezus poddaje mi propozycję naśladowania Go w tym, przestrzegając jednocześnie: „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.” Nie chodzi Mu oczywiście o to, bym nienawidził życie, które od Boga otrzymałem i pragnął śmierci. Raczej o to, abym obumarł z mojego grzechu i chciał znienawidzić to, co nie pozwala mi przyjąć zbawienia Jezusa, co nie pozwala mi odrodzić się i wydać plon. Nie mogę nie dostrzegać w sobie grzechu lub zatwardziale w nim trwać (jak ziarno pszenicy) i myśleć, że bez bolesnego obumarcia tj. nawrócenia, wydam plon – dostąpię życia wiecznego w Niebie. To nieprawda, że nie potrzebuję nawrócenia! Jeśli jeszcze tego nie widzę albo nie chcę dostrzec, znaczy, że wciąż jestem zasklepiony w sobie i pozostanę sam, skazany na całkowite zepsucie się i śmierć wieczną. Jezus nie chce mojej śmierci i daje mi obietnicę: „Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa”. Jeśli ja zechcę zwrócić się ku Niemu i Mu służyć w zwykłych codziennych sprawach, zajęciach, relacjach, powołaniu, to obiecuje mi, że będę tam, gdzie i On. Jednocześnie zrozumiałym jest, że i On sam będzie zawsze przy mnie. To nic, że może czeka mnie niejedno cierpienie, nawet droga krzyżowa. Jezus ostatecznie zapewnia mnie: „A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.” To jest właśnie ta cudowna świadomość, że w zasadzie to naprawdę niewiele potrzeba, by być sługą Jezusa, choć aby zebrać plon, trzeba z siebie coś oddać, poświęcić. Za to jednak uczci mnie Ojciec, to znaczy nagrodzi bardziej, niż na to zasługuję. „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.”

Zastanowię się więc z czego muszę obumrzeć. I pozwolę Jezusowi ukrzyżowanemu przyciągnąć się do siebie. Postaram się pokonać swój lęk i zawołam z Jezusem: „Ojcze, wsław imię Twoje!”, a może usłyszę nad sobą: «Już wsławiłem i jeszcze wsławię».
 

14.03.2021 - IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

(J 3,14-21)
Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Komentarz do Ewangelii:




 

 

07.03.2021 - III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

(J 2,13-25)
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powyrzucał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska”. Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: „Gorliwość o dom Twój pożera Mnie”. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” Jezus dał im taką odpowiedź: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”. Powiedzieli do Niego Żydzi: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?” On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo dobrze wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co się kryje w człowieku.

Komentarz do Ewangelii:

Świątynia jest zawsze miejscem „świętym”, czyli dedykowanym Bogu, przeznaczonym do kultu i modlitwy. Nie może być zatem miejscem „profannym”, czyli wykorzystywanym do celów świeckich, nie związanych z kultem. Dlatego właśnie Jezus powyrzucał z terenu świątynnego wszystkich kupujących i sprzedających, którzy uczynili z domu Bożego targowisko.

W ten sposób wypełniły się na osobie Jezusa zapowiedzi starotestamentowe: „gorliwość o dom Twój pożera mnie”, a tłumacząc dokładniej: „gorliwość o dom Twój wyniszczy mnie”.

Rzeczywiście, troska Jezusa o prymat Boga w życiu społecznym i politycznym Narodu Wybranego doprowadziła Go do śmierci, wyniszczyła Go całkowicie. Zginął, ale „w trzech dniach” powstał z martwych i odbudował świętość Bożej świątyni w ludzkich sercach. Wzniósł ją na nowo, ale na sposób duchowy i wiecznie trwały. Odtąd każdy z nas stał się Bożym tabernaculum.
 

28.02.2021 - II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

(Mk 9,2-10)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Komentarz do Ewangelii:

Jezus przemienił się wobec swoich uczniów na górze, którą w zgodzie z tradycją chrześcijańską pierwszych wieków nazywa się górą Tabor, choć nigdzie w ewangeliach nie ma wzmianki o jej nazwie.

Ukazał się w towarzystwie Mojżesza, twórcy Prawa, i Eliasza, pierwszego z grona proroków, a to oznacza, że całe Prawo i Prorocy, czyli cały Stary Testament, znajduje swoje wypełnienie w osobie Jezusa i na Niego wskazuje.

Obłok jest symbolem Bożej obecności, stąd też głos dochodzący z obłoku jest głosem Boga Ojca, który wzywa ludzi do posłuszeństwa swemu jedynemu Synowi.

Jezus przemienia się ukazując swoje bóstwo, aby – w obliczu zbliżającej się męki i śmierci – umocnić wiarę uczniów w Jego pochodzenie i misję. Widać, dotychczas spełniane przez Niego cuda, uzdrowienia, wskrzeszenia, chodzenie po morzu są jeszcze niewystarczającym argumentem, by Jego uczniowie, wobec dramatycznych wydarzeń Wielkiego Tygodnia, nie załamali się i nie uciekli.

Ukazuje im zatem swoje bóstwo, ale zarazem zabrania o tym mówić pozostałym uczniom do momentu, dopóki On nie powstanie z martwych. Można powiedzieć – dziwny i niezrozumiały zakaz: przecież kiedy zmartwychwstanie, to już nie trzeba będzie nikogo przekonywać co do Jego bóstwa!

Widocznie Jezus pragnie, aby ci trzej wybrani: Piotr, Jan i Jakub, umocnieni duchowo na Taborze, wzmacniali potem wiarę pozostałych uczniów na Golgocie. Ale nie słowami, lecz postawą.

Tabor to też umocnienie naszej wiary w Jego bóstwo i wezwanie do przemiany: tej duchowej.

21.02.2021 - I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

(Mk 1,12-15)
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali. Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Komentarz do Ewangelii:
 
Wieki Post- jak dobrze wiemy- trwa czterdzieści dni i nocy. Jest to okres liturgiczny, który każdego roku na nowo przygotowuje nas do coraz owocniejszego przeżywania Uroczystości Zmartwychwstania Chrystusa. Nie trudno też mając na uwadze dzisiejszą ewangelię- dostrzec, że Wielki Post swoje źródło ma przede wszystkim w czterdziestodniowym pobycie Jezusa na pustyni, kiedy to Pan przygotowywał się do podjęcia dzieła odkupienia ludzkości.

Można też zauważyć, że w Biblii liczba czterdzieści w związku z upływem czasu pojawiała się kilkadziesiąt razy i za każdym razem określała dzieło, na które wykonanie Bóg wyznacza człowiekowi czterdzieści dni lub czterdzieści lat. (Wj. 34,28) Mojżesz zanim otrzymał Dziesięć Przykazań, przebywał z Bogiem na Górze Synaj czterdzieści dni i nocy. (Pwt 8,2) Po wyjściu z Egiptu czterdzieści lat spędzili na pustyni Izraelici, zanim weszli do Ziemi Obiecanej. (Dz 4,22) Apostołowie Piotr i Jan w świątyni Jerozolimskiej uzdrowili w imię Jezusa człowieka, który był kulawy od urodzenia a czekał czterdzieści lat.

Mając na uwadze przykłady i odnosząc się do rozpoczętego Środą Popielcową, Wielkiego Postu otwiera się kolejny okres codziennego stawania z Bogiem twarzą w twarz, poznawania prawdy o sobie, podejmowania walki z własnymi słabościami, krzepienia się Boskim pokarmem i słowem Bożym, sakramentem pokuty i pojednania a także Komunią Świętą. Otwórzmy się na łaskę Boga i duchowego dojrzewania przez te czterdzieści dni.

A zatem, dziś- u progu Wielkiego Postu- zadajmy sobie pytanie, ile w naszym życiu może się zmienić w czasie wielkopostnych dni? Odpowiadając zaś na to pytanie: z Bożą pomocą może się zmienić wszystko, o ile tylko na nią się otworzymy.
Ewa i Jacek

14.02.2021 - VI NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mk 1,40-45)
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił ze słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Komentarz do Ewangelii:
 
„Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.” – tak śpiewamy w niedzielnej aklamacji przed Ewangelią. Te słowa dobrze oddają treść czytań z Ewangelii Św. Marka, które towarzyszą nam w ostatnim czasie. Po tym jak Jezus uzdrowił opętanego i teściową Szymona, kontynuuje swoją wędrówkę po Galilei by tym razem spotkać na swej drodze trędowatego. Jezus lituje się nad nim i go oczyszcza, jednak trędowaty zamiast w pokorze udać się do Świątyni, aby pokazać się kapłanowi i złożyć ofiarę za swe oczyszczenie, jak przykazał mu Jezus, zaczyna opowiadać i rozgłaszać wszystkim to co zaszło. Zatrzymuje się na samym uzdrowieniu ciała, a nie dostrzega duchowej wartości cudu, którego Jezus dokonał. Zapomina, że trąd dla Izraelitów oznaczał nie tyle poważną chorobę skóry lecz przede wszystkim był konsekwencją grzesznego życia. Trędowaty był wykluczany ze społeczności żydowskiej, mieszkał w odosobnieniu, poza obozem i jak czytamy w pierwszym czytaniu z Księgi Kapłańskiej człowiek taki: „…miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: „Nieczysty, nieczysty!”. Życie trędowatego było często podobne do życia osoby schodzącej do grobu, tułali się oni wśród grobowców i lamentowali nad sobą, nie mogąc zbliżyć się do swoich bliskich. To obraz osoby żyjącej w grzechu, który ją powoli zabija i oddziela od wspólnoty.

Jezus bardzo dobrze zna Prawo i konsekwencje bliskiego spotkania z osobą trędowatą. Wie, że dotykając go i uzdrawiając sam stanie się nieczysty i nie będzie mógł jawnie wejść do miasta. Nie zważa na to, gdyż dla niego najważniejszy jest człowiek. Jezus przynosi nam Dobrą Nowinę o tym, że Pan Bóg kocha grzesznika. On bierze na siebie wszystkie nasze winy i nieprawości. W sakramencie spowiedzi odpuszcza nam grzechy i oczyszcza z naszego trądu. Jak śpiewa psalmista w dzisiejszej Liturgii Słowa: „Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość, a jego grzech zapomniany. Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy, a w jego duszy nie kryje się podstęp.” Taka osoba odchodzi usprawiedliwiona, jednak to wyłącznie od nas zależy czy postąpimy podobnie do trędowatego z dzisiejszej Ewangelii, zachwycając się jedynie cudem uzdrowienia czy też udamy się do Kościoła by oddać chwałę Bogu. Tylko wtedy naprawdę zostaniemy uzdrowieni.  
 

Joanna i Tomasz Gawin

07.02.2021 - V NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mk 1,29-39)
Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On zbliżył się do niej i ująwszy ją za rękę podniósł. Gorączka ją opuściła i usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Komentarz do Ewangelii:
 


31.01.2021 - IV NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mk 1,21-28)
W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

Komentarz do Ewangelii:

Trudno nam rozumieć Boga, podobnie jak trudno zrozumieć drugiego człowieka. Mamy trudność w słuchaniu Boga podobnie jak mamy trudność w wysłuchiwaniu innych. Pan tego świata, zbuntowany anioł uczy nas słuchania samych siebie i swoich własnych racji.

W pierwszym czytaniu Bóg obiecuje posłać na ziemie swojego Syna, aby poprzez jego narodzenie z kobiety świat mógł lepiej rozumieć i słyszeć samego Boga. Bóg mówi o swoim Synu, że jest podobny do niego (Pwt 18, 15-20) ale równocześnie, że będzie spośród nas, spośród ludzi. Ponieważ słuchanie samego Boga jest zbyt trudne. Bóg zmienia się i rozwija dla człowieka. Poszerza swoje istnienie o Syna człowieczego. Bóg wskazuje, że aby się porozumieć konieczna jest zmiana siebie samego. Rozwinięcie siebie samego dla drugiego człowieka. Pomyśl, czy umiesz się zmienić, otworzyć dla innych?

Św. Paweł w liście do Koryntian (Kor 7, 32-35) chciałby abyśmy byli wolni od utrapień, ale wskazuje, że sprawy tego świata w naturze swojej przynoszą i wywołują rozterki.
W Ewangelii (Mk 1, 21- 28) Jezus naucza w synagodze, naucza z mocą i siłą. Duch nieczysty w opętanym człowieku woła, że Jezus przynosi zgubę. Jezus wyrzuca złego ducha. Ale zły duch miał rację, że Jezus przynosi zgubę, zgubę rozterkom tego świata. Diabeł jest panem ciemności, braku prawdy, zagubienia, a Jezus przychodzi by to zniszczyć by przynieść zgubę ułudzie tego świata, jeśli jak w psalmie podążymy za słowem i nie zatwardzimy serc naszych.

Jolanta i Maciej Witkowie
 

24.01.2021 - III NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mk 1,14-20)
Gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Komentarz do Ewangelii:

„Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – czytamy      w dzisiejszej Ewangelii. Panem czasu jest Bóg. Nic nie dzieje się poza Nim. Jezus uświadamia nas, że każdy jest powołany do Królestwa Bożego. Wzywa Nas do nawrócenia, wiary i życia zgodnie  z Ewangelią. To warunek aby móc cieszyć się wiecznym szczęściem u boku Naszego Stwórcy, którego pragnieniem jest zbawienie każdego człowieka. W dzisiejszym świecie czyha na nas tak wiele pokus, które sprawiają że coraz bardziej oddalamy się od Boga. Nie odwlekajmy tego czasu nawrócenia.

Kolejny aspekt poruszany w Ewangelii to powołanie. Jezus przybywa do Galilei, spotyka uczniów  i zwraca się do nich tymi słowami: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. W odpowiedzi na wezwanie Jezusa, natychmiast, bez żadnego zawahania, pozostawili swoje dotychczasowe życie, swoje miejsce zamieszkania, rodziny. Ta postawa niesie za sobą wiele wyrzeczeń. Jednak uczniowie bezgranicznie zaufali Jezusowi i podążyli za Jego obietnicą.

Chrystus chce abyśmy stali się rybakami ludzi, abyśmy swoją postawą, wiarą, modlitwą, dawali przykład w naszym codziennym życiu. Aby ta nasza postawa była dla innych drogowskazem do odnalezienia Boga.
 

Edyta i Piotr 

17.01.2021 - II NIEDZIELA ZWYKŁA

(J 1,35-42)
Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?” Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi, to znaczy: Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: „Znaleźliśmy Mesjasza”, to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz się nazywał Kefas”, to znaczy: Piotr.

Komentarz do Ewangelii:

Wydarzenie opisane w Ewangelii mówi, jak bardzo Pan Jezus chce dać nam się poznać. Jeżeli tylko chcemy możemy spotkać się z Nim na Mszy Świętej, codziennej modlitwie, Słowie Bożym rozważanym w zaciszu domowym. Niestety nie zawsze korzystamy w pełni z tego daru pochłonięci codziennymi obowiązkami. W Ewangelii Jezus bez zastanowienia zaprasza do swojego domu uczniów, cieszy się ich obecnością. My, dzisiaj, możemy odwiedzać Jezusa w Jego domu we Wspólnocie Kościoła, starać się żyć Słowem Bożym, być życzliwym dla drugiego człowieka, spełniać dobre uczynki, mając ostatecznie nadzieję na życie wieczne w domu Ojca w Niebie.

Człowiek nie powinien tylko pięknie mówić o Bogu, ale za tymi słowami powinno iść przede wszystkim świadectwo prawdziwej wiary, widoczne w zachowaniu każdego chrześcijanina. Zachowanie każdego z nas, które świadczyłoby o obecności Boga w życiu winno być przykładem dla innych ludzi. Wtedy być może tak jak Andrzej damy przykład bliźniemu i "przyprowadzimy" go do Jezusa. Warto zadać sobie pytanie... Czy na pewno w pełni korzystamy z zaproszenia Jezusa do jego "mieszkania" i czy naprawdę doceniamy dar Eucharystii?

Jezus zapytał uczniów "czego szukacie?". Możemy wyobrazić sobie, że i dzisiaj będąc chrześcijaninami idącymi za Chrystusem, dostajemy takie samo pytanie, skierowane do nas. Wtedy możemy zastanowić się czego tak naprawdę szukamy w życiu i co jest dla nas najważniejsze. Na jakim miejscu stawiamy Boga w swojej codzienności, czy pamiętamy choćby o codziennej modlitwie. Czy nasza radość i wiara w Jezusa jako Baranka Bożego, który zgładził grzechy świata, jest silna, szczera, prawdziwa i nie wynika tylko z wyuczonych i automatycznych zachowań? Czy na pewno mamy pełną świadomość z cudu, który dokonuje się na każdej Mszy Świętej?

Anna i Jakub

10.01.2021 - NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO

(Mk 1, 7-11)
Jan Chrzciciel tak głosił: "idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym". W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie".

Komentarz do Ewangelii.

Dzisiejsza Ewangelia przybliża nam tajemnicę Chrztu Świętego. Jezus przyjął Chrzest z rąk Jana Chrzciciela, jednak nie chodzi tu o symboliczne polanie wodą, a o zstąpienie Ducha Świętego. To za Jego przyczyną zostaliśmy wybrani i staliśmy się ukochanymi dziećmi Boga Ojca, na wzór Jezusa Chrystusa.

Nawet maleńkie dzieci, które rodzice przynoszą do kościoła wydają się być niewinne i czyste jak łza, jednak już od momentu narodzin ciąży na nich brzemię grzechu pierworodnego. Pan Bóg obdarzył nas wielką łaską, zmył grzech, przyjął do grona swoich umiłowanych dzieci i pobłogosławił na całe życie.

Niestety w obecnych czasach sakrament Chrztu Świętego często jest traktowany jako tradycyjny zwyczaj. Zapominamy, że jest on fundamentem wiary chrześcijańskiej, zobowiązuje do wzrastania w wierze, otwiera bramy nieba i pozwala małymi krokami zbliżać się do Boga. My sami swoim postępowaniem i codziennymi wyborami w zgodzie z sumieniem decydujemy czy jako dzieci Boże zjednoczymy się z naszym Ojcem w wieczności.
 

                                                                                                                                                             Jagoda i Karol

06.01.2021 - EPIFANIA - UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

(Mt 2,1-12)
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.

Komentarz do Ewangelii.

Trzech mędrców ze Wschodu  przybyło, aby złożyć pokłon i paść na twarz przed Mesjaszem. Przynieśli dary: mirę, kadzidło i złoto. Wykazali  mądrość w czasie powrotu, omijając Heroda. Astronomia pomogła im trafić do Betlejem, a rozum powrócić nie narażając Małego Jezusa na niebezpieczeństwo.

​Współcześni mędrcy, naukowcy, uczeni czy maja tyle wiary? Co jest dla nich ważne? Co by się stało gdyby stanęli oko w oko z majestatem Jezusa? Czy pokłoniliby się, czy raczej zamknęli w laboratorium  do zbadania natury Dziecięcia?

Nauka staje się często narzędziem gdzie wyklucza się Boga, gdzie nie ma dla Niego miejsca, gdzie Bóg jest przeszkodą w czynieniu postępu.
Mędrcy ze Wschodu po spotkaniu z Jezusem wracali w światłości do domu.

Pokora żłobka, pokora mędrców przeciw pysze Heroda. Pokora to jest to czego nam potrzeba Jezus jako cichy i pokorny wejdzie do każdego otwartego serca aby dokonać swojego dzieła. Bez  pokory mędrców nie damy rady.

03.01.2021 – II NIEDZIELA PO NARODZENIU PAŃSKIM

(J 1,1-18)
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

Komentarz do Ewangelii.

W tej ewangelii uderza mnie obraz Boga jako „Światłości prawdziwej”  Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi(...).Z jednej strony ten obraz zachwyca, bo mówi, do jak wielkiej godności jesteśmy powołani, ale z drugiej strony zasmuca, bo bardzo trudno jest mi zobaczyć to światło w sobie. Mimo że Chrystusa często przyjmuje w Komunii Świętej, to  zmagam się  codzienną „ciemnością”, której nie rozumiem. Nie rozeznaję wielu spraw w moim życiu, ciągle czekam, że to „światło zaświeci jaśniej”, że będę mogła o sobie powiedzieć : Słowo- Chrystus Światłość Boga w Trójcy Jedynego „dało mi moc, abym się stała dzieckiem  Bożym.  Czy zatem, nie jestem „dzieckiem Bożym”? Kiedy rozmawiam z bliskimi, rodziną, przyjaciółmi,  to też  mam wrażenie, że wszyscy zmagamy się z trudnością  zobaczenia w sobie  dziecka Bożego. Więcej  w nas  ciemności, niż światła,  dostrzegamy wokół  rozmaite  problemy, świat coraz bardziej wydaje się być niepewny, więc narzekamy, smucimy się. A przecież: Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.  Może odpowiedzią  na te zmagania jest  drugi bohater tej ewangelii- św. Jan Chrzciciel: Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości.

Jak to było możliwe, że Jan świadczył o Chrystusie? Skąd miał w sobie tyle światła, tyle mądrości? Jak żył? Czy  jeśli chcę być świadkiem Jezusa, mam żyć jak św. Jan? Przecież to niemożliwe. A zatem,  co nam Pan Bóg chce dzisiaj powiedzieć u progu nowego roku? Odpowiedzi może być wiele. Jedna z nich wydaje się dla mnie teraz jasna, mniej telewizji, mniej informacji ze świata, mniej politykowania, przewidywania, a więcej rozważania Słowa Bożego, więcej  dawania świadectwa dobra, pokoju, cierpliwości…. Może to czas na szukanie dobra,  czas na wdzięczność Bogu i ludziom.. Może trzeba dziękować, jak św. Paweł  w dzisiejszym czytaniu: Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach.

Maria

01.01.2021 – UROCZYSTOŚĆ ŚW. BOŻEJ RODZICIELKI

(Łk 2,16-21)
Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.

Komentarz do Ewangelii.



 


27.12.2020 – NIEDZIELA ŚWIĘTEJ RODZINY

(Łk 2, 22-40)
Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: "Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu". Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jeruzalem człowiek imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekujący pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. z natchnienia więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: "Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela". A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu». Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaretu. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Komentarz do Ewangelii.
W niedzielę świętej rodziny autor natchniony opisuje w ewangelii jak dwoje starszych ludzi Symeon i Anna którzy zaufali Bogu po spotkaniu z Jezusem i jego rodzicami wyrazili swoją wiarę i oddanie Bogu wypowiadając słowa „Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela". 

Pokazuje nam także wzorowy model rodziny: Maryję która bez grzechu został poczęta i przyjęła na swoje ramiona wychowanie Jezusa mimo przestrogi jaką Symeon skierował do Niej: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie”

Józefa który był tak naprawdę tylko opiekunem Jezusa a jednak zaakceptował Go jako swojego syna. Wychowywał go i ochraniał mimo wszelkich sprzeczności jakie go w życiu spotkały
Jezusa który mimo iż jest Synem Bożym to w sposób bezwarunkowy podporządkowuje się swoim rodzicom i wypełnia ich wole.

Ten modelowy przykład Bożej Rodziny pokazuje nam jak niewiele trzeba by osiągnąć tak wiele. Wystarczy tylko zrozumienie, zaufanie, szczerość, modlitwa, wiara, oraz miłość która jest najważniejsza  by stać się przykładem rodziny godnej naśladowania. A nam czego w tych czasach nam brakuje?
 


25.12.2020 – UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA PAŃSKIEGO

(J 1,1-18)
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

Komentarz do Ewangelii.
W Wigilię Bożego Narodzenia otrzymujemy Słowo, które zaprasza nas do natchnień. „Dzisiaj narodził się Nam Zbawiciel, radujmy się i weselmy, umiłowani!” mówił niegdyś św. Leon Wielki, papież. Nie ma miejsca na smutek, kiedy rodzi się życie; narodziny Chrystusa dla nas katolików to bardzo ważne wydarzenie. Miało ono miejsce w czasach Cezara Augusta, kiedy to ów władca był określany słowem „zbawcy całego świata”. A jednak Bóg w swej mocy pokazał nam, że to nie była prawda. Dzieciątko Jezus narodziło się pośród prostych ludzi, w Betlejem, co z hebrajskiego oznacza „Dom Chleba”, dosłownie. Tym „Chlebem” jest Jezus Chrystus. Bóg pokazuje Nam, że jedyną drogą do niego jest Jego Syn Jezus. Co to znaczy? To znaczy, że wśród naszych ciągłych upadków życiowym, mamy wciąż wpatrywać się w Niego, nie zniechęcać się, bo Chrystus powiedział: „Kto wytrwa do końca, będzie zbawiony!”

Przez Narodzenie Chrystusa Bóg chce nas nawiedzić i wyzwolić z naszych zniewoleń, nieuporządkowanych pragnień, relacji… Św. Łukasz pisze: „(..) wybawi nas od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą” Czy jesteśmy gotowi, aby Król Królów narodził się w naszym „barłogu”? Św. Łukasz pisze, że „Maryja położyła go w żłobie”, w miejscu gdzie pozostawiano jedzenie dla zwierząt. Sugeruje w ten sposób, że to Dziecię odda siebie jako pokarm. Bóg może wzbudzić moc zbawczą w naszych domach, rodzinach, małżeństwach, ale czy my tego chcemy? Czy otwarliśmy drzwi naszych serc wystarczająco szeroko? Czy może tylko uchyliliśmy je lekko, w obawie przed naszą ułomnością? Otóż, bracia i siostry otwórzmy nasze serca, umysły, nasze domy, wszystko co nas przytłacza, aby On, Bóg z Boga mógł uleczyć nasze rany. Pozwólmy Mu się ukochać. Pozwólmy Mu wejść do naszego życia, aby zapalił światło w każdym z ciemnych pokoi naszego serca. Bo on wszystko może. Bo dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych.

Dzieciątko Jezus odwiedzili Pastuszkowie i zamożni Mędrcy, a nawet były tam bydlęta, a to znaczy,  że Chrystus przyszedł do każdego z nas. Niezależnie od naszej pozycji społecznej czy sytuacji finansowej, Bóg Ojciec kocha każdego z nas tak wielką miłością, której my na tej ziemi do końca poznać nie możemy, dlatego, że musielibyśmy umrzeć z tęsknoty za Nim. Ale czy uświadamiamy sobie to na co dzień? Czy w każdym napotkanym człowieku staramy się widzieć Boga? Przecież On mieszka w każdym z nas, nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego, „albowiem z Ducha Świętego jest To, co się w Niej poczęło”.

Narodzenie Chrystusa jest Nadzieją. On przychodzi do smutnych, zatroskanych i strapionych. Pragnie nas rozweselić, dać nam nadzieję na lepsze jutro. Wystarczy tylko oddać się mu w całości. Wszystko czym jesteśmy i co posiadamy, a On się tym zajmie najlepiej. Św. Łukasz mówi: „dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju.” Czyż nie powinniśmy porzucić wszystkie troski i zmartwienia i pójść po prostu drogą Chrystusa, Zbawiciela? Jakże wiele jest takich dni, kiedy narzekamy, zamartwiamy się na zapas, zamiast zwrócić się do Boga? A przecież nie wolno nam popadać w rozpacz, ale mamy wierzyć w zbawienie! Czy zważamy na wypowiadane słowa? Św. Mateusz mówi: „(…) nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.” A jak jest z nami? Często dajemy upust naszym emocjom właśnie przez język. A nasza mowa ma być czysta, mamy śpiewać na Bożą Chwałę, wychwalać Jego imię, a nie złorzeczyć sobie nawzajem. Jezus chcę nas nauczyć być wdzięcznym za wszystkie dary, które otrzymujemy od Boga, a za które rzadko zdarza nam się dziękować. Czasami wydaje nam się, że tak po prostu ma być, że to czy tamto nam się należy, a Chrystus mówi, aby być wdzięcznym za każdy dzień, każdy oddech, każdy poranek, bo „nie znacie dnia ani godziny”.

Dziś nadeszła godzina! Nadeszła godzina nawrócenia! Radujmy się i weselmy, bo Słowo Wcielone, Pan Bóg nasz jest z nami, tu, na ziemi i błogosławi nam z Betlejemskiej Stajenki wraz z Józefem i Maryją. Śpiewajmy pieśni na Jego Chwałę, weselmy się i oddajmy mu pokłon, bo tylko On jest Drogą, Prawdą i Życiem, bo tylko dzięki Niemu wejdziemy do Królestwa Niebieskiego. A Maryja Matka niech będzie naszą ostoją w dążeniu do Prawdy, niech będzie przykładem pokory i cierpliwości, bo „będą was wodzić z mego powodu”, musimy iść za przykładem Józefa, który nie pozostawił Maryi samej sobie, ale „wziął swoją Małżonkę do siebie”, tak i my weźmy świętą Rodzinę do naszych domów i głośmy Wielką Nowinę o Narodzeniu Samego Boga w naszych sercach.

Katarzyna Świerk z rodziną

20.12.2020 – IV NIEDZIELA ADWENTU

(Łk 1, 26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, Anioł rzekł: "Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami". Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: "Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie on wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca". Na to Maryja rzekła do anioła: "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?" Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. a oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego". Na to rzekła Maryja: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego". Wtedy odszedł od Niej Anioł.

Komentarz do Ewangelii.
Dzisiaj już IV Niedziela adwentowego oczekiwania na przyjście Zbawiciela. Bóg zbliża się z miłością do każdego człowieka. Dostrzega piękno jego wnętrza nawet gdy ten dla innych pozostaje niezauważony i zwyczajny. Tak też było z Maryją. Bóg wybrał prostą, młodą kobietę mieszkającą w Nazarecie. Posłał do Niej anioła Gabriela i to na Niej w wyjątkowy sposób spoczęła łaska Pana. Wielka moc i siła Maryi kryje się w słowach ''Oto Ja służebnica Pańska , niech Mi się stanie według twego słowa''. Tego też Bóg oczekuje od każdego z nas. Czy umiemy mu zaufać i pozwolić działać w naszym życiu? Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Boże plany i działania przekraczają wszelkie ludzkie racjonalne myślenie. Bóg daje zawsze tyle łask ile jest nam potrzebne byśmy mogli wykonać nasze życiowe zadania. Oczekuje od nas serca prostego i posłusznego Jego woli. Powinniśmy Mu zawierzyć i całkowicie zaufać choć czasem to jest bardzo trudne. Pan nie zabiera trudności z naszego życia , ale daje nam wszelkie potrzebne łaski do ich pokonania. Maryja powinna być dla nas wzorem do naśladowania , jej ''Tak'' zmieniło naszą egzystencję , daje nadzieję na lepsze jutro , na to że zostaniemy zbawieni.
                                                                                                                                       
P. Janiec 

13.12.2020 – III NIEDZIELA ADWENTU

(J 1, 6-8. 19-28)
Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: "Kto ty jesteś?", on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: "Ja nie jestem Mesjaszem". Zapytali go: "Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?" Odrzekł: "Nie jestem". "Czy ty jesteś prorokiem?" Odparł: "Nie". Powiedzieli mu więc: "Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?" Powiedział: "Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz". A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. i zaczęli go pytać, mówiąc do niego: "Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?" Jan im tak odpowiedział: "Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała".Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Komentarz do Ewangelii.
Trzecia Niedziela Adwentu w przypisanym jej tekście Ewangelicznym jeszcze dokładniej przybliża nam postać Jana Chrzciciela, który umiejscawia swoją rolę w historii Zbawienia. Dokonuje tego w pełnej pokorze, umniejszając swoją osobę. Na pytania kapłanów : „Kim jest?” pomija swoje pochodzenie z rodu kapłańskiego, milczy również o pokrewieństwie z Mesjaszem. Przedstawia się jako pokorny sługa, który został posłany aby przygotować ludzi na przyjście swego Pana, któremu nie jest godzien odwiązać rzemyk u Jego sandała. Jan odnalazł swoje powołanie, którym było zaświadczenie o zbliżającej się SWIATŁOŚCI jaką jest JEZUS.

Niesamowite jest z jakim wyczuciem a jednocześnie uniżeniem nazywa siebie i swoje zadanie do wykonania. On jest Głosem wołającym na PUSTYNI. Tylko czym jest ta PUSTYNIA? Pustynia może być miejscem do którego warto podążyć aby odnaleźć swoją rolę jaką mam w życiu do spełnienia. Tylko w miejscu pustynnym, odosobnionym, gdzie nie ma żadnych bodźców zewnętrznych, bez żadnych zakłóceń mogę nazwać siebie, określić jaki chcę być i jak mogę spełnić wolę Bożą. Podobnie jak zrobił to Jan Chrzciciel żyjący na pustkowiu. Tylko w oderwaniu od tego co nas na co dzień otacza, możemy odnaleźć właściwą drogę do Boga.

Pustynia jest też miejscem, które kojarzy nam się z trudnymi warunkami do życia, z siermiężnym terenem, niewdzięcznym do podjęcia jakiegokolwiek działania. Jan Chrzciciel jest Głosem wołającym na pustyni – możemy pomyśleć o pustyni w ludzkich sercach, pustyni ludzkich emocji czy też pustyni ludzkiego umysłu. Każdy z tych obszarów może być trudny, niewdzięczny i pusty ale pokorny SŁUGA jest głosem, który ma poruszyć pustynie ludzkich serc, emocji i umysłów aby zakwitły na czas przyjścia Jezusa prawdziwej ŚWIATŁOŚCI. ŚWIATŁOŚCI, która obmywa z grzechów nie wodą ale mocą Ducha Św. Pustynia jest bezwzględna, ale dzięki temu pomaga nam przezwyciężyć względność i usłyszeć zagłuszany głos. Bez retuszu odsłania wszystkie nasze życiowe krzywizny, wskazując zarazem na proste drogi. W pustynnych warunkach możemy z nową mocą doświadczyć Bożej obecności i sensu życia.

Jan Chrzciciel swoją postawą wskazuje nam jak prostować mamy drogę Pańską. Nauka ta opiera się na szczerej pokorze, odnajdywaniu siebie oraz pracy nad samym sobą oraz swoją wewnętrzną pustynią. Najważniejsze jest zwyczajne zatrzymanie się i trwanie w określonej przestrzeni, „sam na sam” z Bogiem. Tylko praca nad swoimi słabościami pozwoli nam przybliżyć się do ŚWIATŁOŚCI. Pustynia rewelacyjnie leczy z „pysznego poczucia bycia kimś”, zarazem uzdrawia z wielorakich kompleksów.  Stajemy się ludźmi zdrowo pokornymi. Analizując pustynię swojego wnętrza odkrywamy sens życia, który wyraża się w pokornym kierowaniu swego wzroku na Jezusa. Takie spojrzenie chroni przed „pychą sukcesu” i ratuje przed zdołowaniem w chwilach porażki.
                                                                                                                     
M. i M. Wolsza
  

06.12.2020 – II NIEDZIELA ADWENTU

(Mk 1, 1-8)
Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Jak jest napisane u proroka Izajasza: "oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki", wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. i tak głosił: "idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, on zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym".

Komentarz do Ewangelii.
Dzisiejsza Ewangelia nasuwa nam na myśl słowo "pokora". Najpierw widzimy pokorę ludzi, którzy z wiarą udają się do Jana Chrzciciela, aby wyznając grzechy otrzymać Chrzest Święty. Następnie obserwujemy pokorę Jana Chrzciciela, który pomimo powszechnego szacunki jakim jest otaczany oraz świadomości swojej pozycji wśród ludzi, głosi, że idzie Potężniejszy od niego. Pokora, jest w naszym odczuciu związana z dzisiejszym Słowem Boga i jest ona możliwa dzięki Duchowi Świętemu, o którym wspomina na koniec Jan Chrzciciel. Tak więc w darze pokory, za pośrednictwem Ducha Świętego trzeba zawierzyć swoje życie Bogu. Panie Jezu, do Ciebie zwracamy się w pokorze, dziękując Ci za wszystko co nas spotyka. Powierzamy się Tobie Panie!

MPAA Ćmilowie
  

29.11.2020 – I NIEDZIELA ADWENTU

(Mk 13, 33-37)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!".

 

 


 


22.11.2020 – UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA

(Mt 25,31–46)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie;byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?". Król im odpowie: "Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście mnie". Wówczas zapytają i ci: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?". Wtedy odpowie im: "Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili". I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”.

Komentarz do Ewangelii.
Przypowieść o sądzie, rozdzielaniu dobrych i złych jak owce i barany może w nas budzić pewien niepokój. Wprawdzie Jezus objawia niesamowitą prawdę, że żaden gest miłosierdzia nie idzie na marne i każdy będzie nam policzony, ale to samo mówi o zaniechaniu dobra. Nie chodzi więc już o złamanie jednego z przykazań, rozmyślne wyrządzenie komuś zła, ale o samą obojętność wobec potrzeb bliźniego. A to wykracza poza jakikolwiek możliwy do spisania kodeks praw i obowiązków. Zaczynam więc kalkulować, czy więcej zrobiłem tego cichego, ukrytego dobra, czy więcej zaniedbałem. Jak tu dobrać proporcje? Jak mierzyć jedno dobro innym? Jedno „wszystko” przeciw „wszystkiemu” drugiemu.

A przecież to nie koniec wątpliwości. Kryterium przynależności do królestwa Bożego jest dobro wyświadczane bliźniemu. Owszem, a co z Bogiem? Syn Człowieczy nie pyta o wiarę, że o pobożności już nie wspomnę. To znaczy, że dla niewierzących droga do nieba jest szeroko otwarta? I dla tych, którzy się Boga wyparli, ale dobrze żyli? Dla bluźnierców także?

Żeby nie plątać się dalej w tych rozważaniach, trzeba ustalić, o czym ta przypowieść mówi, a o czym – nie. Dla współczesnych Jezusa kwestia wiary czy niewiary nie stanowiła problemu. Zapewne, gdyby przeprowadzić wśród nich ankietę, wskazaliby wszystkie wymagania „religijne”. Jezus nie potrzebuje o tym przypominać. Przynajmniej nie w tym miejscu. Musi jednak przypomnieć to, co nieoczywiste: że miłość bliźniego – a jak miłość, to bez granic – nie jest nieobowiązkowym dodatkiem do wymagań pobożności. Jest tak samo ważna jak oddawanie czci Bogu, bo nie da się oddzielić jednej i drugiej miłości.

Jezus mówi jednak jeszcze coś innego – rewolucyjnego. On, Król, utożsamia się z najmniejszym. W nim cierpi biedę i w nim woła o naszą dobroć. To niezwykła mądrość, że Kościół właśnie ten tekst przypomina w Uroczystość Chrystusa Króla.
 
Aneta i Marcin Kutowie
 

15.11.2020 – XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 25,14-30)
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana". Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana". Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność". Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.


08.11.2020 – XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 25,1–13)
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie". Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie". Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam". Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę powiadam wam, nie znam was". Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.
Komentarz do Ewangelii.
Niedzielny tekst Ewangelii  to przypowieść oparta o dawnych żydowskich obyczajach weselnych wskazuje jak różne mogą być osoby towarzyszące pannie młodej w drodze do Oblubieńca-czyli my członkowie kościoła w drodze do Jezusa, który opowiedział swoim uczniom że królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych a pięć roztropnych. Pan Jezus mówi nam, abyśmy czuwali, bo nie znamy dnia ani godziny Jego powtórnego przyjścia po nas, nie opowiada przypowieści o pannach roztropnych, które nigdy nie zasnęły. W tej przypowieści zasnęły bowiem wszystkie panny. Cóż więc znaczy "czuwać"? Znaczy mieć zapas oliwy, to znaczy dużo miłości, która zabezpiecza nas na czas trudny, na czas próby, także na czas naszej słabości. Trzeba być dobrze "zaopatrzonym" w miłość, czyli w to, co uzdalnia nas do "spalania się" dla innych. "Czuwać" znaczy więc wziąć od Boga dużo miłości i strzec ją w sobie, aby jej starczyło do końca życia. Nasza droga do królestwa niebieskiego jest trudna stroma i pełna przeszkód często absorbują nas własne sprawy a o sprawach Bożych zapominamy. Coś innego jest dla nas pilniejsze....A kiedy strudzeni zasypiamy bywa że nie zastanawiamy się nad tym z czym staniemy przed Panem, gdy nas zaprosi.....

Czy zachowujemy chrześcijańską czujność?  Panny roztropne zrozumiały że czas oczekiwania może e być bardzo długi, a tymczasem lampy się palą ....Wzięły oliwę na zapas bo przecież Oblubieniec nie może  ich zastać nieprzygotowanymi! A my jak czekamy na Oblubieńca każdego dnia? Czy myślimy o śmierci jako o spotkaniu z kochającą Osobą ,która na nas czeka?

Wiara jest łaską o którą trzeba nam zabiegać przez całe życie. Roztropne panny były uważne i i zabiegały o bliską relację z Oblubieńcem dając nam przykład mądrej czujności. A my jak prosimy Jezusa o wiarę i słuchamy tego co nam proponuje? Powinniśmy dzisiaj sobie zadawać pytania w jaki sposób otworzyć przed nim swoje wnętrze pełne pragnień ,obaw i potrzeb? Podsumowaniem niech będzie piękna modlitwa.

Panie tak często zapominamy o naszych bliźnich, a Ty zawsze pamiętasz o wszystkich....Wciąż otrzymujemy od Ciebie dary, choć niejednokrotnie wdzięczność odkładamy na potem. Oczyść nas Panie z egoizmu, lęku i pychy obdarz łaską wiary i poślij tam gdzie możemy się przydać Amen

E.R. Biel
 

01.11.2020 – UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

(Mt 5,1-12a)
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie".

Czy na pewno wiemy co znaczy być błogosławionym?

Fragment z Ewangelii św. Łukasza (Łk 6, 20-26), który jest tożsamy do dzisiejszej Ewangelii według św. Mateusza, nazywa owych błogosławionych - szczęśliwymi. 

Gdyby dzisiaj Pan Jezus wygłosił osiem błogosławieństw, byłby pewnie wyśmiany, a z całą pewnością niezrozumiany, bo jak w tym co mówi, może być jakieś szczęście? Przecież to, czego nauczał, jest postrzegane przez wielu jako oznaka słabości, głupoty czy naiwności. Pan Jezus wymienia po kolei de facto wszystko, od czego uciekamy lub czego się boimy. W czasach, kiedy najważniejszy jest rozwój osobisty, szukanie tylko swojego szczęścia, przyjemności i wygody, to o czym mówi Jezus, jest dla wielu nie do przyjęcia. "Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?" mówi inny fragment Pisma Świętego. Chrystus nie daje nam prostej i łatwej recepty na lekkie życie, wręcz na odwrót, stawia przed nami wyzwania i pokazuje, o co tak na prawdę trzeba walczyć i czym się przejmować. Sukcesy i porażki nic nie znaczą w naszym życiu w kontekście zbawienia. Jest w tym wielka tajemnica i pocieszenie dla tych, którym się nie udaje i są pogardzani. Nasz Pan dobitnie nam pokazuje, że ten ziemski czas jest tylko drogą do zbawienia, a Niebo warte jest wszelkich niedogodności i niepowodzeń. Ogromne to szczęście i łaska jakiej nam udziela Duch Święty, kiedy nie tylko rozum pojmuje słowa Jezusa, ale również zadomowią się one w naszych sercach. 

Kinga i Jakub 
 

25.10.2020 – XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 22, 34-40)
Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy".

Pierwszą miłością,każdego człowieka jest Pan Bóg.Należy powierzyć mu swoje życie i swój los nie stawiając żadnych warunków i bez żadnych zastrzeżeń zaufać.Traktujmy bliźnich swoich tak,jak chcielibyśmy sami być traktowani i przebaczajmy,bo nienawiść zabija w nas miłość do drugiego człowieka,do świata jak również do samego siebie.
DK z rodziną
 

18.10.2020 – XXIX NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 22, 15-21)
Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?" Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: "Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!" Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga".

„Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda”
Faryzeusze posłali do Jezusa swych uczniów i zwolenników Heroda, aby pochwycili Go w mowie.
Nie wiemy, czy uczynili to dlatego, że nie chcieli sami stawić się przed Jezusem z obawy, by powtórnie nie zarzucił im, że są plemieniem przewrotnym i wiarołomnym, jak czytamy we wcześniejszym fragmencie Ewangelii Mateusza (Mt 16, 3-4), czy po prostu chcieli mieć naocznych świadków zajścia i słów Jezusa, by móc Go oskarżyć. Być może faryzeusze spodziewali się dzięki przebiegłości i pułapce słownej pochwycenia Jezusa na łamaniu prawa ludzkiego lub Bożego, podżeganiu do buntu…
Pytający Jezusa przejawiają swą obłudę od początku rozmowy, od pierwszych słów:
„Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz.”
Gdyby naprawdę faryzeusze wiedzieli i wierzyli, że Jezus prawdziwie naucza Bożej drogi, że naucza w prawdzie, nie zadawaliby podstępnego pytania, nie wystawialiby Boga na próbę. Gdyby byli ludźmi Boga, znaliby odpowiedź…
W następnym zdaniu:  „Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką.”
Można nawet w wypowiadających je dopatrywać się uznania dla Jezusa. Jezus w istocie nie jest niczyim poplecznikiem, nie ogląda się na osobę ludzką tj. nie usiłuje się nikomu przypodobać, nie zależy mu na czyimkolwiek poparciu.
W tych słowach uczniów faryzeuszy, mimo przypuszczalnej przypadkowości, ukazana jest cała prawda o pełni wolności osoby Jezusa, pełnej wolność Jego sumienia.
„Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?”
Jakby się z pozoru wydawało, proste pytanie nie do końca jest wystosowane w celu potwierdzenia lub zaprzeczenia powinności obywateli wobec okupacyjnej władzy państwowej.
Pytanie jest tak skonstruowane, że właściwie nie tylko dotyczy płaszczyzny zwykłego podporządkowania się, obowiązku, podległości. Można sądzić, że pytający nie przypadkiem używają sformułowania: „Czy wolno….., czy nie”. Ten dylemat sięga płaszczyzny szerszej, koncentrując się na wolności. Staje się pytaniem o wolność osobistą. O wolność rozumianą nie tyle jako niepodległość państwową, co wolność sumienia.
Próbując pogłębić treść pytania, można postawić pytania pomocnicze: Jak Ci się zdaje, Jezusie, czy wolno ludziom uciskanym przez Rzymian płacić podatki? Czy, Ty, Nauczycielu to popierasz? Czy nauczając Bożej drogi w prawdzie sądzisz, że tak wolno? Czy Bóg na to pozwala? Czy służalczość uczyni człowieka wolnym? Czy to jest wolność?
Pytanie zadawane Jezusowi staje się w ten sposób zarzutem.
Jezus zostaje postawiony jakoby w sytuacji bez wyjścia. Jakkolwiek by nie odpowiedział, zostałby osądzony zdrajcą i przeciwnikiem narodu żydowskiego, bądź państwa rzymskiego.
On jednak przejrzał myśli faryzeuszy i ich wysłanników. W zarodku gasi podstępne knowania rozmówców czyniąc im wyrzut: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy?”
Jezus jakby przekierowuje myślenie rozmówców. Wskazując na monetę podatkową, rzecze: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.
Zdaje się tym samym mówić: Jak się wam wydaje, czy Bóg sieje zamęt wśród ludzi? Czy zabrania płacić podatków? Jak sądzicie, co uczyniłoby was prawdziwie wolnymi, czy niepłacenie podatków? Czy to, co nie pochodzi od Boga może uczynić człowieka wolnym?
Jezus daje jednocześnie każdemu z nas ważną i konkretną wskazówkę: Uczynisz siebie wolnym już tu, na ziemi, jeśli oddasz innym to, co do nich należy.
Patrząc na dzisiejszą rzeczywistość, sytuację nas otaczającą, trudno jest wnioskować, jak należy postępować, czym się kierować, aby być szczęśliwym i wolnym w sumieniu.
Może ja też stawiam innym, sobie samemu, czy Bogu pytania typu: Jak Ci się zdaje, Panie Jezu, czy wolno dostosowywać się do prawa, zachowywać zalecenia, stosować się do zasad, które nie do końca są zrozumiałe, budzą u niektórych zastrzeżenia? Są nieraz ciężarem, wydają się ograniczeniem mojej wolności, a nawet zamachem na moją wolność. Przynoszą smutek, strach, niepewność, poczucie utraty bezpieczeństwa lub nawet bunt, złość, czy wzrost napięcia i konflikty. Czy nauczając Bożej drogi w prawdzie sądzisz, że tak wolno? Czy Bóg na to pozwala?
I dzisiaj też Jezus słysząc takie wątpliwości, zdaje się przekierowywać moje myślenie pytając: „Czemu wystawiasz Mnie na próbę?”. Czy Bóg sieje zamęt wśród ludzi? Czy zabrania stosowania się do zasad? Czy zabrania przestrzegania prawa?
Prawdziwa wolność człowieka nie polega, aby koncentrować się wyłącznie na tym, co pochodzi od świata, ale na tym, co pochodzi od Boga. Może starając się zachowywać to, czego wymaga ode mnie obecna sytuacja właśnie oddaję cezarowi to, co należy do cezara. Może zamiast skupiać się na tym, czego mi brakuje, pomyślę raczej, co mogę dać innym? Może poprawię swoje relacje z najbliższymi, otoczeniem. Odnowię przyjaźń z Bogiem korzystając z sakramentów pojednania, Eucharystii, oddając tym samym Bogu, co należy do Boga?
Wiem, co należy się Bogu: cześć, chwała, uwielbienie, ale czy rozumiem, co należy do Boga?
Jezus wytłumaczył to w prosty sposób na denarze, kiedy zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?”
My często opatrujemy coś własnym podpisem np. dokumenty: dowód osobisty, paszport. Uczniowie podpisują swoje zeszyty. Podpisujemy się pod książką, listem, sms – em, zdjęciem, tym samym potwierdzając swoje autorstwo, bądź własność. Mówimy niekiedy: To jest moje, należy do mnie.
A co należy do Boga?
Pewnie po głębszym zastanowieniu dojdę do wniosku, że wszystko, cały świat, skoro go stworzył.
Ale warto sobie uświadomić, że do Boga należę przede wszystkim „ja”.
Jestem stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga. Mam nieśmiertelną duszę, w której odbija się Jego obraz. Przez chrzest na mojej duszy powstał niezatarty znak, znamię, inaczej podpis Boga
z jednoczesną Jego deklaracją: „Jesteś mój na zawsze”, „Jesteś moja na zawsze”. Jestem więc dzieckiem Boga. On mnie kocha. On naprawdę kocha każdego człowieka. I chce być moją własnością.
Odtąd ilekroć spojrzę na siebie lub innych, będę pamiętać, „czyj jest ten obraz i napis”.
Czy w tym kontekście już rozumiem, o czym mówił Jezus? Co to znaczy: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”?
S.M.
 

11.10.2020 – XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 22, 1-14)
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: "Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych".

Zapraszam Was…, chodźcie do Mnie…, zapraszam Was…,chodźcie do Mojego stołu. Bóg Ojciec poprzez Syna Swojego Jedynego zaprasza nas do Swojego Stołu- do Królestwa Niebieskiego. Aby Słowo Boże, owo zaproszenie do Wiecznego Szczęścia, Wiecznej Uczty stało się bardziej zrozumiałe dla ludu, Jezus posługuje się przypowieściami. Jedną z nich jest przypowieść zapisana przez Św. Mateusza, mówiąca o wybrańcach Króla, którzy dostali zaproszenia na ucztę, gdzie wszystko jest już gotowe, wystarczy przyjść.

Tak, przecież my mieszkańcy ziemi, my lud wybrany, każdy z nas jak jeden jesteśmy zaproszeni na Ucztę do stołu Pańskiego- Czy przyjdziemy? Czy skorzystamy? Czy też wzgardzimy? Czy liczą się tylko nasze zajęcia: bo przecież muszę pracować, bo muszę odpocząć, bo chcę mieć pieniądze, ale nie chce mi się trudzić i wstępuję na drogę przestępstw, drogę całkiem odmienną o przykazań Bożych i nauk Kościoła.

„Na to Król uniósł się gniewem i posłał swe wojska…” Bóg posłał do nas Swego Syna Jezusa, posłał Piotra Apostoła, posyła i następców: Papieża, Biskupów, Księży, aby nam wskazali drogę na ucztę, na Wieczną Ucztę. Teraz to od nas zależy, czy skorzystamy, czy pójdziemy za naszymi Duszpasterzami, czy będziemy dobrzy, czy źli. Miejsce jest dla wszystkich, ale tylko dobrzy dostąpią zaszczytu i przystąpią do Uczty. Czy tak ciężko o ten strój weselny? A może chociaż kilka minut modlitwy rano i wieczorem, tak nie wiele, bo to tylko jedna godzinka z całego tygodnia, jedna godzinka w niedzielę, czasem spowiedź, komunia i strój będzie gotowy.

Zapraszam Was…, chodźcie do Mojego stołu…, zapraszam Was…
Rodzina Wójcików
 

04.10.2020 – XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 21, 33-43)
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: "To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo". Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?" Rzekli Mu: "Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: "Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach". Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce".
 

27.09.2020 – XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 21, 28-32)
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?" Mówią Mu: "Ten drugi". Wtedy Jezus rzekł do nich: "Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć".

Pan Jezus , poprzez ewangelistę Mateusza  i  przykład dwóch synów wskazuje nam  prawdziwy i oczekiwany wymiar naszej pobożności. Nie tej pozornej,  pełnej niespełnionych deklaracji , jaką prezentuje jeden z synów  ,,Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy. Ten odpowiedział  ; Idę, panie! Lecz nie poszedł ”.  Prawdziwy katolik żyje Jezusem , nie składa nierealnych obietnic , jest wierny swoim przyrzeczeniom, nie boi się słów ,, na zawsze”.  We wspólczesnym świecie  obserwuje się ucieczkę od konkretów, poważnych decyzji, zwłaszcza wśród ludzi młodych, którzy  świadomie unikają i boją się  odpowiedzialności. Nie jest łatwo zaufać  i pójść  drogą wiary, kiedy świat emanuuje tyloma złudnymi atrakcjami , odrzuceniem  granic  czy brakiem podporządkowania. Jezus oczekuje od nas, abyśmy byli ludźmi  konkretnych decyzji i  czynu  i aby ,, to co na języku to i  w sercu “ . Nie ogranicza nas czasowo, rozumie nasze wahania i  bunty.  Daje nam czas, abyśmy z pomocą Ducha Świetego dojrzeli i odrzucili religijność budowaną  na pozorach i pięknych słowach. Nierzadko wymaga to od nas zmiany zarówno sposobu bycia, jak i  przewartościowania całego życia. Jezus wie, że czasem niełatwo  porzucić fikcję, w której żyjemy . Ale  Jego Miłosierne Serce wciąż czeka i daje nam siłę .Dla nas samych ,  zewnętrzna , wizualna pobożność  powinna  zatem pokrywać się ze stanem własnego serca i umysłu. Jezu zdemaskuj naszą pychę  i udawanie . Przemiń nasze życie tak , abyśmy żyli Tobą i bez wahania poszli za Tobą.
 A. i M. Migdał
 

20.09.2020 – XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 20, 1-16a)
Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: "Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi".

Przedstawionych mamy w niej kilku robotników, którzy zostali zatrudnieni za jednego denara dziennie . Kiedy doszło do wypłaty dochodzi do nieporozumień, gdyż Ci którzy zostali zatrudnieni najwcześniej mieli pretensje, że dostali tyle samo , co Ci, którzy pracowali najkrócej. Poczuli niesprawiedliwość i chęć walki o słuszną zapłatę. Wówczas gospodarz rzekł do jednego z nich:” Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi?

Gospodarz winnicy to Bóg, a robotnicy to grzesznicy, których Bóg hojnie nagradza, dając swe królestwo. Nikt nie jest w stanie pojąć tajemnicy Boga. Należy Mu ufać i zgadzać się z Jego wolą. Zarówno Ci, którzy od razu przyjmują słowo Boga, jak i Ci, którzy nawracają się dopiero przed śmiercią otrzymają tą samą nagrodę, czyli zbawienie. Boska logika i miara sprawiedliwości odbiega od ludzkich wyobrażeń. Obserwujemy sprzeczność pomiędzy boską a ludzką mentalnością. Żadna osoba nie może oceniać zasług drugiego człowieka, ponieważ nie wie jaką mają one wartość w oczach Boga. Zauważamy tu problem międzyludzkiej zazdrości. Musimy przestać chcieć być pierwszymi, bo będziemy ostatnimi.

Bóg hojnie rozdaje swe królestwo grzesznikom i nie ma dla niego znaczenia, kiedy się do niego przychodzi. Każdy ma szansę na zbawienie, niezależnie od tego, kiedy znajdzie swoją drogę do Boga.

Agnieszka i Maciej z dziećmi
 

13.09.2020 – XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 18, 21-35)
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu".
 

06.09.2020 – XXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 18, 15-20)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich".

 
 


 

30.08.2020 – XXII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 16, 21-27)
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: "Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie". Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: "Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania".


 

23.08.2020 – XXI NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 16, 13-20)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" A oni odpowiedzieli: "Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków". Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Szymon Piotr: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie". Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.


 
 

16.08.2020 – XX NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 15, 21-28)
Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: "Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha". Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: "Odpraw ją, bo krzyczy za nami". Lecz On odpowiedział: "Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela". A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: "Panie, dopomóż mi". On jednak odparł: "Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom". A ona odrzekła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów". Wtedy Jezus jej odpowiedział: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!" Od tej chwili jej córka była zdrowa.




 

09.08.2020 – XIX NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 14,22-33)
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.
 
 

02.08.2020 – XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 14, 13-21)
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: "Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności". Lecz Jezus im odpowiedział: "Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!" Odpowiedzieli Mu: "Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb". On rzekł: "Przynieście Mi je tutaj". Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
 
 


26.07.2020 – XVII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 13,44-52)
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.


 

19.07.2020 – XVI NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 13,24-43)
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza. Inną przypowieść im powiedział: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło. To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście! On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

 

12.07.2020 – XV NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 13,1-23)
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.


W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus występuje w roli siewcy, my ludzie jesteśmy ziarnami. Ukazuje On różne typy wiary ludzkiej. Jedni chrześcijanie po spotkaniu z Bogiem w Eucharystii, ulegają pokusie grzechu i ich „ziarno” obumiera. Zaś inni bez „korzenia” wiary wyniesionego z domu rodzinnego, zasianego przez katechetów  -  „usychają” jak ziarno rzucone na glebę skalistą. Inni ludzie zdeterminowani przez złe środowisko, zostają przez nie zagłuszeni, jak ziarno rzucone między ciernie. W końcu są Ci, którzy żyją z Bogiem w sercu i dają wielokrotne plony szerząc wiarę dookoła siebie. 

Pan Jezus wzywa każdego z nas do wydania „plonów”. Każdy z nas powinien się starać by jego serce było żyzną i urodzajną glebą dla wzrostu Słowa Bożego. Bóg daje równe szanse każdemu człowiekowi, tyle samo łaski, jedni słowo to przyjmują i dają obfity plon, inni są zamknięci i nie chcą tego słowa przyjąć. Plon zależny jest od zaangażowania, od wprowadzania słowa w czyn.

Jaką „glebą” jest nasze serce? To pytanie dziś kieruje do nas Pan. Odpowiedzi na postawione pytanie powinien udzielić każdy z głębi swej duszy. Niezależnie, jakiej odpowiedzi udzielimy, należy swoją wiarę pielęgnować, odświeżać, pogłębiać, zgłębiać, kontemplować, wydawać plon, nawet najmniejszy plon, a najlepiej jeszcze większy niż dotąd. 

Wszyscy z nas, których Bóg obdarzył łaską bycia rodzicem, otrzymali od Boga „ziarenka” – nasze dzieci, które otaczamy opieką i pielęgnujemy by wzrastały w wierze i umacniały się w niej. Do nas rodziców należy ważne zadanie przekazywania Słowa Bożego i dawanie przykładu codziennego życia w zgodzie z Ewangelią. Nasze decyzje i nasza otwartość na działanie Boga będzie determinować czy zasiane ziarno wyda plon?  I jaki plon wyda?

Warto również przypomnieć słowa „Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je.” Jezus napomina nas, że nie wystarczy tylko słuchać Słowa Bożego, ale także je rozumieć. Jednocześnie przestrzega tych, którzy słuchają, a nie rozumieją, że „umrą” jak to ziarno rzucone na drogę. 

„Kto ma uszy, niechaj słucha”… -  rozumie i czyni wg Słowa Bożego ….

Joanna i Piotr z dziećmi 

05.07.2020 – XIV NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 11,25-30)
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Wczytując się w słowa Ewangelii Św. Mateusza w pierwszej kolejności dostrzegliśmy jak bardzo jest ona na czasie, jak wielu z nas powinno skorzystać z zaproszenia Jezusa, który mówi  „przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.

Żyjemy w dobie pośpiechu, pogoni za dobrami materialnymi, zatracamy to, co w życiu najważniejsze – wiara, rodzina, relacje z innymi często mają wymiar bardzo powierzchowny.

Proza życia, rutyna, choroby powodują, że tracimy radość życia, popadamy w depresje, w uzależnienia, szukamy pomocy u różnych specjalistów, a tymczasem może warto zwolnić tempo życia, zastanowić się czy tak naprawdę tylko o to w życiu chodzi żeby mieć i być?
Jezus jak dobry Ojciec, czeka na nas zmęczonych, schorowanych, nieszczęśliwych byśmy znaleźli u Niego pocieszenie, wyciszenie. Daje nam Sakramenty święte, Eucharystię, słowo Boże- to czerpanie ze źródeł wiary daje ukojenie, chwila spotkania z Jezusem w modlitwie  pozwala  inaczej patrzeć na codzienność, wnosi w nasze życie większy pokój, harmonię, wystarczy  znaleźć czas na to spotkanie.  

Jest jednak jeden warunek, żeby dostrzec pomoc Bożą, żeby poczuć ,że Jezus jest z nami, że mamy w Nim oparcie i poczucie, że nie jesteśmy sami  - tym warunkiem jest posiadanie pokory, pewnej dziecięcości, która otworzy nasz umysł i nasze serca na wolę Bożą. Traktujmy Boga jak naszego Ojca, który nas kocha i  chce naszego dobra, a my po prostu bądźmy Jego dziećmi.

Stasia i Piotrek z dziećmi
 

28.06.2020 – XIII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 10,37-42)
Jezus powiedział do apostołów: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.

Pierwsza myśl jaka nam się nasuwa do słów Jezusa w dzisiejszej Ewangelii to pierwsze przykazanie ,, Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną,,
Jak mówi Jezus naszym bożkiem może być ojciec, matka, dzieci, najbliższa rodzina, która sprawia że tylko ją adorujemy, nikogo poza nią nie dostrzegamy.
Naszym bożkiem może być wszystko co nas otacza, a nie jest zgodne z wolą Bożą. Przecież w dzisiejszym świecie jest tak wiele pokus, zniewoleń, które oddalają nas od Boga.

Mamona ukazuje się jako alternatywa dla Boga.Równie dobrze mogą to być dobra materialne, które przysłaniają całą prawdę o sensie naszego ziemskiego istnienia. O czym zapewnia Jezus słowami,, kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je,, Mówi do nas, że jeśli On będzie na pierwszym miejscu wszystko inne będzie na właściwym miejscu. Bóg tak bardzo pragnie abyśmy Jemu oddali swe życie, byśmy kochali Go całym sercem, duszą i umysłem.

Bardzo poruszyły nas słowa,, kto nie bierze swego krzyża a idzie za mną, nie jest mnie godzien,, Krzyż jest znakiemcierpienia, smutku, znużenia, choroby. Żyjemy w czasach gdzie wszystko ma być piękne, idealne, przyjemne, ma być zgodne z naszym planem, więc niejeden zada pytanie po co nam się godzić na ten krzyż. A przecież przyjęcie krzyża jest znakiem naszej miłości do Boga. On się o nas troszczy, pomoże znieść wszelkie trudy. Gdy nasz krzyż codzienności podejmujemy z Jezusem prowadzi nas do prawdziwej i bezinteresownej miłości, wzrastamy do nowego życia, Bożego  życia.

Krzyż to ogrom miłości Boga, który z miłości do nas wydaje Swego jedynego Syna na śmierć. O tym symbolu miłości Boga do nas nie wolno nam zapomnieć. Czy my potrafimy swoje życie oddać Bogu? Czy jesteśmy zdolni do takiej miłości? 

Aneta i Roman z dziećmi
 

21.06.2020 – XII NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 10,26-33)
Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Dzisiaj wszyscy czegoś się boimy. Czujemy lęk przed utratą pracy, brakiem pieniędzy, nieudanymi wakacjami, starością czy  koronawirusem. Trudno nam również otwarcie przyznać się do naszej wiary – bo przecież  Internet , telewizja, albo nawet zwykłe rozmowy towarzyskie aż kipią szyderstwem z religii i świętości. Boimy się złośliwej uwagi koleżanki, albo miny kolegi, ich porozumiewawczych spojrzeń. Ciężko nam powiedzieć głośno : „ Ja także jestem Kościołem!”

Chociaż gryzie nas przy tym sumienie, bo naszym dziadkom i ojcom było znacznie ciężej, żyli w naprawdę strasznych czasach – a jednak się nie bali. Nawet dzisiaj w różnych częściach świata chrześcijan stawia się pod murem i pozbawia się ich życia w brutalny sposób  za to, że nie okazują lęku. Ci ludzie idą na śmierć z własnego wyboru, zupełnie jak starożytni męczennicy. Zapewne w godzinie próby odczuwają strach – są przecież tylko ludźmi, nawet Chrystus płakał w Ogrojcu – ale coś daje im siłę by wytrwać.

Może po prostu pamiętają słowa Jezusa: „ Nie bójcie się!” Jezus mówi , żeby nie przejmować się naszymi lękami i codziennymi zmartwieniami . Nawet lękiem przed śmiercią. On nad wszystkim czuwa. Policzył nawet włosy na naszych głowach. Jego kontrola jest całkowita. Musimy tylko pamiętać o tym, co najważniejsze. Każdy kiedyś umrze. Ciało rozsypie się w proch, ale wciąż zostanie żywa, nieśmiertelna dusza i to właśnie o nią powinniśmy się martwić.

Dziś Pan Bóg poznaje nas w kościele , mimo, że zasłaniamy twarze maseczkami. Kiedyś też rozpozna nas i nagrodzi naszą wierność.
 
Agnieszka i Michał
 

14.06.2020 – XI NIEDZIELA ZWYKŁA

(Mt 9, 36 – 10, 8)
Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo". Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie".

Jezus głosił słowo Boże chodząc po wioskach i miastach, litował się nad ludźmi, bo byli niczym owce niemające pasterza i obrońcy. Wielu z nich uwierzyło, że Jezus Jest Synem Bożym, że spotkali w swoim życiu Boga, wielu jednak dalej nie miało swojego pasterza, wielu się zagubiło. Jezus chce ich odnaleźć, ale potrzebuje pomocy.  

Przywołuje wiec do siebie apostołów, daje im władze nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Wysyła dwunastu by odnaleźli zagubione owce, pokazując w ten sposób swoją wielką miłość i troskę o ludzi.  Apostołowie mają za zadanie głosić o nadejściu królestwa bożego, że ono jest bardzo blisko i każdy, kto uwierzy może do niego wejść. 

Apostołowie będą służyć i głosić ewangelie bezinteresownie, zostali wybrani przez Jezusa: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Ich osobiste potrzeby schodzą teraz na drugi plan, zapłatą będzie życie wieczne, a celem staje się dobro wszystkich ludzi. Pan Jezus rozsyła ich by jak najwięcej zagubionych owiec mogło doświadczyć miłości Boga i miało możliwość uczestniczenia w zbawieniu.

Dziś również Jezus powołuje sobie współpracowników spośród ludzi - kapłanów, aby pomagali Mu rozgłaszać prawdę o Bożej miłości. Jezus wzywa nas też do modlitwy, oto by nigdy nie zabrakło tych, którzy odpowiedzą na jego wezwanie. By robotników pokoju, miłości i dobra nigdy nie było mało. 

To wezwanie Jezusa dotyczy także każdego z nas, powinniśmy codziennie głosić jego naukę: swoim życiem, czynami, pracą i dobrym słowem. Każdy w swoim życiu, w swej szarej codzienności może stawać się apostołem Chrystusa.
N.L.M.M. Sambor
 

07.06.2020 – UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

(J 3, 16-18 )
Jezus powiedział do Nikodema: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego".

Wszystko zaczęło się od Bożej Miłości. To z miłości Bóg posłał nam swojego Syna na świat, aby Jego Jednorodzony, Umiłowany przez Ojca Syn, wybawił nas z niewoli grzechu i zła. Każdy, kto wierzy w Jezusa, otwiera sobie drogę do zbawienia.

Bóg nie posłał swojego Syna po to, aby świat potępić, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony.

Bóg ukochał tak mocno swoje stworzenie – człowieka, że pozwolił, aby Jego Umiłowany Syn zginął okrutną śmiercią. Chrystus został nam darowany, aby oddać życie w moje miejsce, za mój grzech. To niczym niezasłużona łaska.

To tylko Jezus ma moc wyrwać człowieka ze śmierci wiecznej. Wiara w to daje nam gwarancję osiągnięcia zbawienia, a niewiara grozi potępieniem. Nie po to Bóg – Jezus umarł na krzyżu za nasze grzechy, żeby je wyliczać, ale żeby wierzyć, że On jest Światłością Świata i do tej Światłości winniśmy się zbliżać wierząc w Jego Imię.

Kontemplujmy Jego ziemskie życie, Jego słowa i czyny i wszystko, co nam objawił i wierzmy ufając, że będziemy zbawieni.
Marta i Andrzej Prokop z dziećmi
 

31.05.2020 – UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

(J 20, 19-23 )
Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

W Starym Testamencie słowo "tchnął" z j.greckiego emfysao występuje w kontekście ulepienia,stworzenia człowieka oraz przekazania ducha ,który ożywia umarłych.W ewangelii wg św. Jana  Jezus dokonuje niejako nowego stworzenia. Jego tchnienie jest tchnieniem życia, ożywiającym uczniów. Duch daje życie.
 
Dzisiaj w Kościele obchodzimy wielką uroczystość, dziś jest Zesłanie Ducha Świętego. Duch Święty jest obiecanym darem od Ojca i Syna. To On uzdalnia chrześcijan do wiary, udzielając swoich darów.   Módlmy się, abyśmy każdego dnia żyli Duchem Świętym, Ożywicielem i byli posłuszni Jego natchnieniom.                                                                                                             
Renata  z rodziną
 

24.05.2020 – UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

(Mt 28, 16-20 )
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: "Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Zakończenie ewangelii według świętego Mateusza to opis spotkania zmartwychwstałego Jezusa z apostołami. W całej swojej Ewangelii ewangelista Mateusz opisuje takie wydarzenie tylko jeden raz. Wydaje się być nieprzypadkowym miejsce tego spotkania. Galilea, do której Jezus polecił uczniom przybyć, to miejsce, które ma dla nich szczególne znaczenie. To tam, w przeciwieństwie do Jerozolimy, miały miejsce wydarzenia bardzo miłe uczniom. Ta pogańska prowincja, to przede wszystkim miejsce ich powołania i ich decyzji o pójściu za Jezusem. Każdy z nas powinien mieć takie miejsce, gdzie mógłby spotykać Jezusa i z nim rozmawiać. Swoją własną Galileę.

Jezus, odchodząc do swojego Ojca, zostawia apostołom swoje ostatnie życzenie. Nakreśla przed nimi misję, by przekroczyli granice Izraela, aby zanieść całemu światu światło Ewangelii. Prosi, by uczniowie byli świadkami Jego nauki, by nauczali i chrzcili wszystkie narody.  Misja postawiona przed uczniami była niewątpliwie trudna do wypełnienia. Lęk, który w pierwszej chwili towarzyszył ich sercom został bardzo szybko uleczony przez obietnicę, którą Jezus złożył w swoim ostatnim zdaniu wypowiedzianym do apostołów. Zapewnił ich o swojej wiecznej obecności przy nich, o swojej bliskości i wsparciu. Obietnica ta nie dotyczy tylko Jego uczniów, ale wszystkich, którzy zdecydowali się w swoim życiu głosić Ewangelię.

Bóg umacnia nas każdego dnia, a z zapewnieniem Jego stałej bliskości z nami powinniśmy odważnie nieść prawdę całemu światu. Jak mówił święty Jan Paweł II do młodzieży: „Nie wystarczy odkryć Chrystusa, trzeba go nieść innym! Chrystus wam ufa i liczy na waszą współpracę. Chrystus was potrzebuje. Odpowiedzcie na jego wezwanie z odwagą i zapałem Waszej młodości.”

Agnieszka i Grzegorz z synami


17.05.2020 – VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

(J 14, 15-21 )
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.
 
Nie sposób rozważać dzisiejszą Ewangelię, przechodząc obojętnie wobec poprzedzających ją czytań. Kiedy czytamy liturgię słowa z niedzieli 17 maja zauważamy, że nasze życie i wzrost w wierze najczęściej przebiegają pewnymi etapami: poznawanie Słowa Bożego, przyjecie Go i ostatecznie życie Nim dzięki łasce Ducha Świętego.

W pierwszym czytaniu (Dz 8,5-8.14-17) słyszymy jak Filip głosi Chrystusa w Samarii, a ludzie- tłumy słuchają Słowa z uwagą i skupieniem. Tutaj nasuwa się pytanie: czy my potrafimy dać sobie w naszej codzienności czas na słuchanie, czytanie i rozważanie Słowa Bożego, ale nie w pośpiechu lub zmęczeniu, zasypiając nad Biblią, ale autentycznie z uwagą i „zachłannością”, skupiając tylko na Nim swoje myśli i uczucia? Mieszkańcy Samarii dzięki temu, że wykonali ten pierwszy krok zasłuchania się w Słowo Boże głoszone przez Filipa, które było poparte znakami i cudami, byli w stanie zrobić kolejny, czyli przyjąć to Słowo do swoich serc i umysłów. Nie da się poznać i przyjąć Słowa, którego nie usłyszeliśmy. Dzieje Apostolskie w tym fragmencie opisują, że w Samarii zapanowała wielka radość. To musiał być owoc przyjęcia tego Słowa. Tutaj rodzi się kolejne pytanie do nas: czy jesteśmy ludźmi pełnymi radości wynikającej z życia ze Słowem Bożym? Jakie są nasze pierwsze myśli po przebudzeniu, jak wyglądają nasze relacje, codzienne rozmowy, najprostsze zdania, które do siebie wypowiadamy, jakimi emocjami są one nacechowane? Czego mogą nauczyć się nasze dzieci przysługujących się tym rozmowom? Ludzie z Samarii, po przyjęciu Słowa Bożego, byli gotowi na modlitwę o wylanie Ducha Świętego. Dzieje Apostolskie w dalszej części opisują, że apostołowie kładli na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego.

W drugim czytaniu (1P 3,15-18) Święty Piotr mówi …”bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”. Zadajmy sobie kolejne pytanie: czy my bronimy tej nadziei, czy w ogóle mamy czego bronić, to znaczy czy ona po prostu w nas jest? Pewnie większość z nas, jeśli nie każdy, może potwierdzić, że spotykamy się z ludźmi, z sytuacjami, które domagają się od nas potwierdzenia naszej wiary w codzienności. Niemożliwe jest bycie zawsze gotowym do dawania świadectwa, bez przyjęcia Słowa Bożego i Ducha Świętego z jego darami  i owocami.

W dzisiejszej Ewangelii (J 14,15-21) Jezus mówi do nas, że miarą naszej miłości wobec Niego jest życie zgodne z jego nauką, słowem, i zachowywanie przykazań. Zapewnia On nas o Swoim wstawiennictwie przed Ojcem, abyśmy otrzymali Ducha Prawdy, aby był On z nami na zawsze. O ile dary Ducha Świętego są nam znane, to pewnie większość z nas, będzie miała trudność z wskazaniem owoców Jego obecności, a są nimi: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie. Czy w nas obecny jest Duch Święty ze swoimi owocami? A jeśli ich nie ma, to dlaczego tak jest? Jezus mówi nam w dzisiejszej Ewangelii, że świat nie może przyjąć Ducha Świętego, ponieważ go nie zna i nie widzi. Na ile staramy się poznać Ducha Świętego z jego działaniem, jak często przyzywamy jego pomocy w podejmowaniu codziennych decyzji i jak bardzo jesteśmy otwarci na jego działanie?

Obecność Ducha Świętego, sprawia, że czujemy tęsknotę za poznaniem Boga i jego Słowa, co więcej, zaczynamy żyć tym Słowem i głosić je swoimi czynami.  „Kto ma moje przykazania i je zachowuje, ten Mnie miłuje”… Boża obecność w Nas sprawia, ze po prostu nie potrafimy inaczej.  Niech dzisiejsze Słowo sprawi, że na nowo zatęsknimy za Bożym Duchem i radością wynikającą z jego obecności w naszych sercach.
 

10.05.2020 – V NIEDZIELA WIELKANOCNA

(J 14, 1-12 )
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę". Odezwał się do Niego Tomasz: "Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?" Odpowiedział mu Jezus: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście". Rzekł do Niego Filip: "Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy". Odpowiedział mu Jezus: "Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca".
 
Jezus w rozmowie ze swoimi uczniami mówi im, że musi odejść do Ojca, aby przygotować mieszkanie w niebie. Zapewnia jednak, że powtórnie przyjdzie, aby nas wszystkich zabrać do Siebie, byśmy wspólnie zjednoczeni byli tam, gdzie On jest. Apostołowie jednak nie zrozumieli dokąd idzie Jezus i odpowiedzieli Mu pytaniem ,,Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak możemy znać drogę?. Odpowiedział im Jezus ,,Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. 
 
Ta odpowiedź jest wskazówką dla nas. Jest On Drogą, która prowadzi przez przykazania, w miłości i zaufaniu do Boga i bliźniego. Nie jest Ona zawsze łatwa. Niekiedy pojawiają się trudności, upadki, zwątpienia, lęk, samotność oraz inne formy załamania, lecz to wtedy trzeba się zwrócić ku Niemu i powrócić na właściwą drogę, która prowadzi ku świętości. 
 
W Chrystusie widzimy swoje odbicie niczym w lustrze. Możemy poznać i zobaczyć wszystko o sobie samym. To jest właśnie ta Prawda, którą on Sam się nazywa. Jest to cudowne, ponieważ przez to czujemy się dziećmi Bożymi a On się nami opiekuje i chce dla nas jak najlepiej. 
 
Mimo wszystkich grzechów i upadków, On cierpliwie na nas czeka. Wie, że jesteśmy grzeszni, ale poprzez Jego miłosierdzie, ciągle daje nam nową szanse. Powinniśmy Mu być za to ogromnie wdzięczni. 
 
Obecność Jego jak i miłość wykrywalna jest podczas każdej Eucharystii. Ofiaruje On nam Siebie samego w postaci żywej Komunii Świętej. To moment, w którym Jego krew płynie w naszych żyłach. Jesteśmy całkowicie w Nim zanurzeni. To szczyt łączności Życia Jego wraz z naszym, które jest ogromnym darem. Cóż więcej można oczekiwać od swojego Stwórcy, jak nie to, iż On Sam przenika nas i naszych bliskich Swoim Życiem?

Lucyna i Leszek z dziećmi
 

03.05.2020 – IV NIEDZIELA WIELKANOCNA

(J 10, 1-10)
Jezus powiedział: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych". Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich, owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości.
 
Jezus jako Dobry Pasterz zestawia się z tymi, którzy jako „złodzieje i zbójcy” wdzierają się do zagrody, po to, aby kraść i niszczyć. Przeciwnik wysyła swoje sługi, które niczym wilki w owczych skórach wchodzą do stada, by niszczyć je od środka. Są oni niejednokrotnie zwodzicielami, którzy pozornie oferują nam więcej, lepiej i szybciej, niż Jezus nam może dać. Obecnie takimi zwodzicielami są m.in. ruchy feministyczne, które swoimi programami żądają legalizacji aborcji, angażując w demonstracje nawet własne dzieci. Wszystko to, pod pozorem dobra oraz walki o wolność, równość i tolerancję. Ich hasła niszczą miłość i jedność rodzin, stawiając przy tym jedynie na własny komfort i wygodę. Oni nie znają głosu Pasterza, bo prawdziwa Miłość, w przeciwieństwie tej, do której się odwołują, ma na sobie znamiona krzyża. Jezus wzywa nas do miłości. Miłości od chwili poczęcia, niezależnie od okoliczności. Niejednokrotnie ze ,,zła " wyprowadza dobro. 

Wpatrując się jako małżonkowie w Chrystusa ukrzyżowanego, odkrywamy, że miłość daje siebie, ale sobą nie zniewala, cierpi, ale nie złorzeczy, sama umiera, by dać życie innym. Na Golgocie uczymy się prawdziwej miłości, naśladując w tym „Tego, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12,2), a przez to uczymy jej własne dzieci. Miłość jest istotą Boga i tylko ten kto jej doświadczył, kto ją poznał, będzie w stanie dokonać właściwych wyborów, nie pozwoli się łatwo sprowadzić z drogi prawdy, dlatego „inwestując” w relację z Bogiem, inwestujemy we własną rodzinę, a jest to posunięcie, które na pewno się opłaca, bo prowadzi nas do pełni życia w obfitości.
 
Aneta i Piotr